Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lis, z beztroską miną patrząc na Fersena. — Z pewnością tak właśnie postąpią.
— Polacy już popełnili fatalny dla nich błąd! — zawołał oficer. — Chłopicki zwleka z rozpoczęciem ofenzywy i widocznie nosi się z zamiarem ograniczyć się wyłącznie do obrony królestwa kongresowego. Chwała Bogu, bo inaczej mielibyśmy trudne tereny do zdobycia, również jak przerwany dowóz posiłków, amunicji i prowjantów! Na płaszczyźnie polskiej powstańcze wojska nie wytrzymają naszego uderzenia!
Przez kilka dni wędrówek po kancelarjach i różnych urzędach wojskowych Lis dowiedział się o istotnej sytuacji w Polsce, o zamierzeniach i przygotowaniach Dybicza i sztabu, który zaczynał już formować drugą armję.
Pewnego razu, spotkawszy Fersena, posłyszał, że na parę dni przed odejściem na wojnę armja będzie składała przysięgę na błoniach zamiejskich. Zamyślił się głęboko chłopak. Czuł, że nie powinien przysięgać, bo nie chciał być krzywoprzysiężcą i zdrajcą; nie mógłby uczynić tego za żadną cenę.
Ale, widać, szczęście sprzyjało mu, gdyż w toku rozmowy dowiedział się, że Fersen miał nazajutrz jechać z tajemną sztafetą do gubernatora Wilna, generała Chrapowickiego, wioząc odręczny list cesarza.
Chłopak odrazu obmyślił plan działania i, uśmiechając się, rzekł do Fersena:
— Panie rotmistrzu, chciałbym jeszcze pożegnać pana jutro. Jak to zrobić?