Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Cóż teraz będzie?
— To, co już jest, — wojna! — odparł adjutant carski. — Przed paru dniami sztab feldmarszałka był bardzo zaniepokojony doniesieniem z Warszawy, że niejaki Maurycy Mochnacki, mający wpływ na młodsze pokolenie, nastawał na przeniesienie wojny odrazu na Litwę, Wołyń i Białą Ruś, ponieważ, jak zuchwale twierdzą Polacy: „wola i sprawa polska do Dźwiny i Dniepru jest jedna i nierozdzielna“ i że wszyscy Polacy, rozsiani na tym obszarze, stanowią jeden naród i jedno państwo polskie, jak to było przed rozbiorem jego, zarządzonym przez cesarzową Katarzynę Wielką... Tego się najbardziej obawiano w sztabie, gdyż oznaczałoby to długą wojnę, a tymczasem my mamy kłopotów wyżej uszu! Rewolucja coraz bardziej ogarnia zachód i ma silne echa u nas. Imperator Mikołaj zamierzał posłać feldmarszałka Dybicza na pomoc królowi Niderlandów, a teraz wszystko wzięło w łeb! Armję tę wypadło użyć przeciwko Polakom. Coprawda 200.000 bagnetów i 600 dział, może, dadzą sobie tymczasem z nimi radę, lecz w wypadku powstania na Litwie, Podolu i Białej Rusi — tego nie wystarczy... Tymczasem w składach wojskowych, w arsenałach i w magazynach intendentury — pustka i czarna rozpacz! Z pieniędzmi też podobno jest krucho. Zbyt dużo ich pochłonęły minione wojny, które pociągnęły za sobą szalone wydatki.
— Czyżby Polacy nie rozumieli pożytku, wprost konieczności takiej strategicznej operacji? — zapytał