Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/74

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wielkiem, tak wszystko w życiu i uczuciach jego przenikającem szczęściem, niezgłębionem, a promiennem, że niemógł już wyobrazić sobie istnienia bez niej.
Była to podświadoma dopiero miłość młodzieńcza, pierwsza i nieraz ostatnia, wypalająca nigdy nieznikające ślady w sercu i duszy, miłość, która później zaważyć może na szalach życia, wstrzymując od złych czynów i budząc jasne, czyste i wzniosłe porywy.
Lis czuł się niemianowanym rycerzem Juljanny, ślubował jej każdem biciem swego serca, każdą myślą, każdym odruchem duszy wierność i przysięgał sobie, że stanie się godnym jej przyjaźni i dobroci w każdej okoliczności życiowej, bez zastrzeżeń, bez wahań.
Nie śmiałby powierzyć sam sobie największej tajemnicy, która jeszcze zaledwie świtała w nim, i wolał patrzeć na Juljannę z uwielbieniem i ślepem oddaniem, czuć tę wielką radość i szczęście bezmierne, jakgdyby w tej wiotkiej dziewczynie o złotej koronie miękkich włosów, o oczach pogodnych zawsze i jasnych, odnalazł matkę, siostrę i utraconą, zdawało się, na zawsze ojczyznę.
Uczył się więc z uporem szalonym, robiąc szybkie postępy i ciesząc się, że z dniem każdym staje się bliższym Juljannie, bardziej zrozumiałym dla niej, a rozumiejącym jej przeżycia i uczucia, że budzi w niej podziw i coraz głębszą przyjaźń dla siebie.
Już nie zwracała się doń z zimnym, nic nie znaczącym frazesem: