Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




Rozdział V.
Rzucona rękawica.

W grudniu, w dzień imienin cesarza, po paradzie na placu korpusowym, Lis, zameldowawszy się u dyżurnego oficera, jak zwykle, wyszedł na ulicę i szybkim krokiem szedł wybrzeżem Fontanki ku pałacowi Konstantego.
W oficynie, gdzie się mieściło mieszkanie marszałka Brońca, witano chłopca radośnie, lecz od badawczych oczu jego nie mogły się ukryć niepokój i troska na twarzach panny Truszkowskiej i sędziwej generałowej.
Nie śmiał pytać, więc natychmiast zaczął odrabiać z panną Juljanną zadaną mu lekcję z historji i języka polskiego, którego uczył się po nocach, przynosząc z wizyt świątecznych książki i całe arkusze, zapisane słówkami i zdaniami, układanemi przez młodą nauczycielkę.
Uczył się z całym zapałem, bojąc się ujrzeć zmarszczoną brew dziewczyny lub usłyszeć jej smutne westchnienie.
Dałby za nią porąbać się na kawałki i bez namysłu zginąć w jej obronie, gdyż stała się dla niego tak