Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Monsieur Lis“, lecz mówiła słodkim głosem: „Panie Władeczku“, co budziło w nim jakąś nieznaną rozkosz i cichą, promienną radość.
Chłopak, siedząc obok panienki, opowiadał jej o granicach dawnego Królestwa Polskiego, z zachwytem i dumą ogarniając na mapie olbrzymią połać Europy, należącą do królewskiego rodu Piastów.
Nagle panna Juljanna dotknęła jego ramienia.
Zdumiony podniósł na nią oczy.
— Pan nic nie słyszał, co się dzieje na świecie? — zapytała.
— Nie! — odparł, czując jakiś niepokój, nagle ogarniający go.
Panienka pochyliła mu się do ucha tak blisko, że poczuł na skroni gorący oddech jej i lekkie muśnięcie złocistych pasemek włosów, wijących się nad czołem.
— W Warszawie wybuchło powstanie!... — szepnęła dobitnie.
— Powstanie! — zawołał chłopak, zrywając się z krzesła.
Panienka skinęła główką i szeptała dalej:
— Dziś przyjechał do nas pchnięty przez mego ojca goniec. Donosi nam, że wychowankowie warszawskiej szkoły podchorążych rozpoczęli pierwsi. Chcieli oni pod dowództwem swego instruktora, podporucznika grenadjerów gwardji, Piotra Wysockiego, uwięzić lub zabić wielkiego księcia Konstantego, rozbroić gwardję... Ośmnastu z nich z niejakim Nabielakiem na czele napadło na pałac cesarzewicza w Bel-