Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


grupami rewolucyjnemi, Lis wskoczył i krzyknął w uniesieniu:
— Sąd uratował honor narodu! Nie uległ despotycznej woli cesarza! O jakżeż jestem dumny z tego i szczęśliwy!
— Nic to nie pomogło! — z westchnieniem rzekła generałowa. — Cesarzewicz kazał uniewinnionych schwytać ponownie i przewieść do Petersburga.
— Tak? — spytał Lis, zgrzytnąwszy zębami. — Cóż dalej będzie?
Zapanowało milczenie, które przerwała pani Romerowa, mówiąc:
— Nic innego nie pozostaje, jak tylko zdać się na łaskę i niełaskę cesarza Mikołaja... prowadzić układy, politykować, posyłać delegatów, aby prosili cara o zachowanie konstytucji.
Chłopak energicznie potrząsnął głową i odparł twardym głosem:
— Nic innego nie pozostaje, jak bronić tej konstytucji i honoru narodu ręką zbrojną! Ja pierwszy pójdę!...
Panienka z krzykiem radości i szczęścia rzuciła się ku niemu i szeptała gorąco, patrząc w jego oczy, pełne płomieni i uniesienia.
— Niech Bóg cię natchnie, miły, szlachetny panie Władeczku, niech cię prowadzi drogą świetlaną!...