Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


czając opieką narzeczoną jego, krewną małżonki zmarłego wielkiego księcia Konstantego.
— Teraz na każdym etapie będę czekała na ciebie, jadąc saniami, przyrządzała strawę gorącą, Władeczku mój!... — mówiła dziewczyna, a złote włosy jej muskały zczerniałą na mrozie twarz Lisa.
On milczał, nie mogąc otrząsnąć się ze wzruszenia i radości. Wreszcie ukląkł przed Juljanną i szeptać zaczął:
— Ciemność, męka, ból i poniewierka — w jasność dnia, w szczęście i radość się zmieniły... Minęły mroki i świtania ponure i oto dzień nastał słoneczny i piękny, a nie minie nigdy, nigdy już! Za to szczęście, o Panie w niebiosach, chwalić imię Twoje będę do kresu mego życia, a Ty wszechpotężny, dopomóż mi, abym wiarę podtrzymał w duszach braci moich, a serca ludzi obcych miłością i czcią dla ojczyzny mej napełnił!
Juljanna powstała i podtrzymała podnoszącego się za nią młodzieńca. Na twarzy jej zniknął wyraz natchnienia i przejęcia się powagą i tragizmem chwili. Uśmiech łagodny, wesoły niemal rozchylił świeże usta. Zaczęła się krzątać, wydobywając z kuferka pożywienie i ustawiając na stole talerze i kubki.
Po chwili wyszła do izby, gdzie żołnierze przyrządzali polewkę i kaszę dla aresztantów, i wkrótce powróciła, niosąc duży czajnik z wrzątkiem i prowadząc ze sobą sześciu zesłańców polskich, pędzonych razem z partją zwykłych zbrodniarzy w głąb Sybiru.