Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/290

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy wszyscy usiedli przy stole i zaczęli jeść, Juljannna opowiadała o tem, co zaszło w Polsce po upadku powstania. Nadzieją i siłą brzmiał jej słodki głos.
— Jak duchy nieznane i niezwalczone otoczymy się murami własnych dum i dążeń i — nie damy się! Staniemy się narodem milczących kowali, wykuwających życie przyszłych wolnych pokoleń. Zdzierżymy wszystko i wszystko odbudujemy, wzmocnimy, bo ziemia nasza da nam moc nieprzebraną!...
Długo z uporem i przekonaniem rzucała te słowa ożywcze, a spostrzegłszy, że oczy zakutych w żelazo ludzi błyskać zaczęły, jęła żartować i opowiadać o rzeczach wesołych, zabawnych i rozpraszających smutek i nastrój poważny.
Dowiedzieli się Polacy, zbłąkani aż hen — w wąwozach uralskich, o tem, że nikt za powstanie nie został ukarany śmiercią, że szlachta i lud jęły się już pracy, odbudowując to, co zniszczyła wojna, pługiem zacierając ślady bitew i zgliszcz. Posłyszał Lis od swojej złotowłosej dziewczyny że stary pan Truszkowski był wysłany do Rosji, lecz powrócił do dworu, gdzie zastał już żonę na gospodarstwie, że Tadeusz wyemigrował do Francji, że państwo Kobierzyccy siedzą na wsi i do Warszawy już nie zjeżdżają, bo im nie w smak rządy brutalnego Paskiewicza; o wszystkich znajomych i znanych tylko z nazwiska wspominała i opowiadała, wreszcie rzekła cichutko:
— Babcia Kobierzycka wciąż wesele w kartach widzi... miła starowinka!