Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/249

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Do generała!
— Nie pójdę! — krzyknął kapitan. — Bronić się będę i pomoc mi dadzą towarzysze!
— Do generała, kapitanie! — powtórzył Lis.
Łempicki błysnął szablą. Lis drapieżnym ruchem pochylił się na kulbace, w okamgnieniu wykręcił mu ramię, a potem schwyciwszy za kołnierz, podniósł i przy głośnym śmiechu swoich ludzi i stronników Łempickiego wiózł zawieszonego w powietrzu herszta.
— Kapitanie, — zawołał Dembiński, — zasłużyłeś na karę śmierci za nieposłuch i wszczęty zbrodniczo bunt! Nie chcę jednak karać ciebie, bo spodziewam się, że czynami sławnemi odkupisz winę swoją. Do bataljonu, kapitanie! Wiara, do szeregów!
Od tej chwili zdawało się, że wszystko już pójdzie po myśli Dembińskiego i że marzenia Lisa o podtrzymaniu powstania na Litwie mają się wreszcie ziścić.
Jednak tegoż jeszcze dnia przyszła wiadomość, że Tołstoj dowiedział się już był o pobiciu przez Dembińskiego kompanji piechoty w Mieszkuciach oraz o porażce huzarów i zagarnięciu taborów generała Kabłukowa pod Poniewieżem.
Wódz rosyjski wysłał za Dembińskim pościg, który prowadził generał Sawoini bardzo zapalczywie, choć zbyt porywczo i nieopatrznie.
Należało jednak forsownie uchodzić przed nim, gdyż moskale mieli przeważające siły, a zbliżali się z niezwykłą szybkością.