Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dembiński zwołał ponownie radę wojenną. Plan pozostania na Litwie uznano za niewykonalny. Postanowiono tedy obejść Wilno od wschodu i przebić się do Królestwa.
Ledwie zapadła taka decyzja, gdy Truszkowski odciągnął Lisa na bok i szepnął:
— Dembiński lepiejby postąpił, gdyby pozostał na Litwie, lecz rozumiem, że zmuszony jest zgodzić się z radą, bo już nie można polegać na wojsku, pozbawionem ducha bitewnego. Odżyje on, coprawda, gdy ludzie będą wiedzieli, że powracają do kraju. Tu zmarnieją i rozprzęgną się do reszty. Tam, w Polsce mogą jeszcze dokonać cudów... Idź z generałem, zabierz ze sobą Skotnickiego i Jasiuka, bo generałowi w tej imprezie arcyhazardownej potrzebni są wierni oficerowie! Błagam cię o to w imię ojczyzny i zaklinam na Juljannę, Władku!
— A ty? — rzucił pytanie Lis.
— Ja pozostanę i będę się trzymał do ostatniego tchu, a kto wie, może się znowu doczekam wojsk polskich na tej łzami i krwią zlanej, umęczonej ziemi litewskiej... Powiedz o zamiarze moim matce i niech nie troska się o mnie, nie płacze, nie rozpacza, bo cały żar serca, wszystkie łzy poświęcić należy ojczyźnie tonącej...
Lis nic nie odrzekł.
Padli sobie w objęcia.
Pożegnanie odbyło się w milczeniu, tylko w źrenicach dwóch mężów płonęły ognie niezłomnego, ofiarnego postanowienia.