Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wtedy podjudzeni przez kapitana Łempickiego oficerowie i żołnierze wszczęli hałas i z bronią w ręku zażądali od Dembińskiego powrotu do kraju.
Odtąd coraz więcej znużonych, wyczerpanych na siłach ludzi, zapominając o karności, przechodziło na stronę rokoszan.
Wtedy, nie czekając na rozkaz generała, Lis stanął przy Dembińskim i w oczy mu spojrzał przenikliwie, kładąc rękę na głowni szabli.
Surowa twarz generała kurczyła się z gniewu i oburzenia.
Nie patrząc na Lisa, krzyknął donośnie:
— Dywizjon jazdy poznańskiej! Pierwszy szwadron 3-go pułku ułanów!
Ludzie ruszyli z miejsca i otoczyli sejmikujących buntowników.
Generał wiedział, widać, o tem, co się święci w jego oddziale, i był przygotowany należycie do stłumienia buntu.
Na czele jazdy poznańskiej stał dnia tego pułkownik Wacław Sierakowski, najbliższy pomocnik generała. Ułanami dowodził major Alojzy Janowicz.
— Teraz, poruczniku, aresztuj herszta rebelji wojskowej! — rzucił rozkaz Dembiński, zwracając się do Lisa.
Oddziałek porucznika, jak klinem, rozsadził wzburzony, lecz już przerażony motłoch, z którego ani jeden strzał nie padł. Porucznik, zatrzymawszy konia przed Łempickim, rzekł: