Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie będzie, wywiad ustalimy doskonały, albowiem mieszkańcy tej ziemi pomagać nam będą z czystego serca i z całych sił swoich!
Dembiński pociągnął wąsy sumiaste i, mrużąc oczy, odparł:
— Tak też sam czynić zamierzam...
Przy tej rozmowie obecni byli pułkownik Sierakowski, major Janowicz i kapitan Łempicki.
Ten, posłyszawszy słowa generała, wnet głowę podniósł i spytał z naciskiem:
— Pan generał ma zamiar wojsko, z Królestwa wysłane w celu wiadomym, na Litwie trzymać aż zmarnieje całe bez potrzeby i korzyści dla sprawy?
— Moja w tem głowa — nie dowódców bataljonowych, kapitanie! — odpowiedział wyniośle i szorstko generał.
— To się pokaże! — zawołał Łempicki i wyszedł.
Lis śledził go potem w ciągu kilku dni i widział, jak kapitan gromadził dokoła siebie zniechęconych, zrozpaczonych, niekarnych już oficerów i naradzał się z nimi.
Lis, Truszkowski i podporucznik Skotnicki postanowili mieć go na oku, pojmując, że knuje rokosz.
Tymczasem Dembiński posuwał się coraz dalej na wschód.
Nikt jeszcze nie wiedział, dokąd prowadzi swój oddział milczący generał. Wreszcie zwołał on radę wojenną i oznajmił, że zamierza prowadzić wojnę partyzancką na Żmudzi i Litwie.