Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/246

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Młody, lecz ostrożny i sprawny porucznik rozumiał dobrze, że należy jak najdłużej otaczać tajemnicą ruchy generała, więc unikał spotkania i utarczek z moskalami. Chociaż ręce świerzbiały mu nieraz, w sercu zaś pałała żądza zemsty za klęskę, skradał się cicho, niespostrzeżenie.
Żmudzini uprzedzali go zawczasu o kręcących się tu i ówdzie patrolach, pojedynczych wywiadowcach i szpiegach, więc też nikt w sztabie Tołstoja i Schirmana nie wiedział o jego partji.
W trzy dni po przejściu Chłapowskiego i Rolanda do Prus, Władysław Lis dogonił Dembińskiego w okolicach Poniewieża.
Spotkała go tu wielka radość, bo właśnie Tadeusz Truszkowski znajdował się w oddziale generała.
Dembiński przyjął Lisa z rzadką dla tak wielkoświatowego generała radością.
Lis rozumiał, że na tym człowieku musiało teraz oprzeć się całe powstanie na Litwie i Żmudzi, więc w duchu ślubował mu wierność i posłuch bezwzględny.
— A nie bądź na mnie krzyw, kawalerze, że będę twoją partję pchał na pierwszy ogień — mówił Dembiński, — chcę bowiem jak najdłużej ukrywać swoje siły przed moskalami. Niech myślą, że grasuje po Żmudzi jakaś zuchwała wataha partyzancka...
— Jestem na rozkazy pana generała! — krótko odpowiedział porucznik. — Chcę tylko raz jeszcze pokornie prosić, abyśmy Litwy nie opuszczali, tu do końca walcząc! Zbywać nam na prowjantach i paszy