Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ducha i wkrótce zmusiły nieprzyjaciela obwarować się w Wilnie, Kownie i Wiłkomierzu, pilnie strzec i bronić głównych traktów.
Moskale swoim zwyczajem srożyć się zaczęli: powstańczych oficerów rostrzeliwano, szlachcie konfiskowano majątki, wpływowych ludzi skazywano na zesłanie, chłopów poddawano chłoście, a wsie równano z ziemią.
I nagle na początku maja przyszły wieści od księcia Ogińskiego i Matuszewicza dowodzących znaczniejszemi partjami powstańców. Zawierał się w nich rozkaz: zaczaić się, przerwać napady i czekać...
Partyzanci łamali sobie głowy nad tem, czego mają oczekiwać i to w chwili, gdy hr. Tołstoj formował już nową armję, aby stłumić powstanie na Litwie i Białej Rusi i ruszyć na pomoc Dybiczowi, z którego działań car niezadowolony był niezmiernie.
Lis i Truszkowski podzielili swój oddział na dwie części, gdyż znaczną kupą trudno im było ukrywać się przed Moskalami.
Porucznik zaczaił się w bagniskach koło Dzisny, a siedział tam tak cicho, że, zupełnie nic o nim nie wiedząc, w ręce jego wpadł tabor z prowjantami, ciągnący pobliskim traktem, nad którym czujny partyzant miał baczne oko.
Zagarnięcie taboru odbyło się bez strzałów. Moskale, zaskoczeni nagle, widząc, że trafili do matni, poddali się niezwłocznie.
— Pan porucznik każe chyba rozstrzelać dowódcę taboru? Ząb za ząb — jak oni z nami, tak my