Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chowały tajemnicę ponurą i nowemi pędami krzaków i płaszczem powojów ukryły ciała rozstrzelanych synów tej ziemi.
Na Litwie od pierwszych dni powstania potworzyły się mniejsze i większe kupy partyzantów, lecz albo się nie zdradzały, siedząc po zaściankach i dworach, albo się zaszyły do najdzikszej, bagnistej kniei.
Długo wyglądano gońca od Rządu Narodowego z rozkazem, aby ruchawkę rozpocząć i do wojny o wolność wspólnej ojczyzny zbrojnie i otwarcie przystąpić.
Wymarzona chwila nie nadchodziła jednak.
Niepokój coraz większy ogarniał ludność. Ten i ów ze szlachty, co to pod sztandarami Kościuszki i Napoleona część życia strawiła, mitygował niecierpliwych, dowodząc, że dowództwo czeka aż cała armja Dybicza wejdzie w granice Królestwa kongresowego, a wtedy powoła Litwę i Białą Ruś, aby na tyłach nieprzyjaciela powstały, jak jeden mąż.
Dybicz dawno już był przeszedł za Bug; nad Litwą przebrzmiały echa bitew pod Stoczkiem, Wawrem, Białołęką i Olszynką Grochowską, a nikt nie rzucał ognistego hasła Litwinom.
Wtedy to partyzanci rozpoczęli napady na tyły armji rosyjskiej, odważne ataki na etapy, przecinając dowozy żywności i paszy, wstrzymując szybki marsz posiłków moskiewskich, zdążających pod Warszawę.
Dalekie i błyskawiczne zagony Jacewicza, Szona, Puszeta, Truszkowskiego i Radziszewskiego podnosiły