Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/223

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dwór stał spalony. Zgliszcza i ruiny pozostały od rodzinnego gniazda złotowłosej dziewczyny.
Lis od sąsiadów dowiedział się, że stary szlachcic wstąpił do partji pułkownika Radziszewskiego w Mińszczyźnie, a młody, ścigany przez rosyjskiego kata, pułk. Werzilina, zmuszonym był umknąć na Żmudź, gdzie, jak dochodziły słuchy, grasował na przestrzeni od Święcian do jeziora Narocz.
Lis z towarzyszami brnął dalej...
Włóczęga ta stawała się jednak coraz to niebezpieczniejsza. Na Wileńszczyźnie bowiem kręciły się wszędzie podjazdy, patrole, a nawet znaczniejsze oddziały moskali.
Chrapowicki, Bartolomei i Werzilin mieli tu baczne oko nad ludnością i srożyli się okropnie.
Szlachcic, pojmany z bronią w ręku, bez sądu podlegał karze śmierci, wieśniaków i mieszczan wysyłano w głąb Rosji i oddawano do bataljonów karnych.
Naradziwszy się z towarzyszami, Lis postanowił uformować własną partję, z którą łatwiej mógłby, bo już ręką zbrojną, przebijać się przez zastawy i zasadzki moskiewskie.
Po lasach i moczarach, po zapadłych zaściankach litewskich spotykał porucznik sporo ściganego i ukrywającego się ludu. Brakowało jednak wodza, nie było też broni, bo powstańcy w obawie przed niechybną śmiercią potopili ją w jeziorach i bagnach.
Zebrawszy pięćdziesięciu najtęższych, bitnych chłopów, szlachty zaściankowej, rzemieślników, uczniów