Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


gimnazjalnych, Lis jął przemyśliwać nad zdobyciem broni i amunicji.
Po głębokim namyśle i naradzie z towarzyszami postanowił napaść na Krewo, gdzie stało pół bataljonu piechoty rosyjskiej, dowodzonej przez kapitana Martynowa.
Tej samej nocy nieuzbrojeni powstańcy sprzątnęli warty, a wpadłszy do koszar, zabrali karabiny i powiązali piechurów.
Jednak kilku żołnierzy zdołało zbiec i powiadomić resztę wojska.
Wynikła dość długa strzelanina, a nawet atak na bagnety.
Lis wyparł Martynowa z jedną rotą, zadawszy jej ciężkie straty.
Nie ścigał uchodzących do Oszmian moskali, lecz szybko uzbroił cały swój oddział, doprowadziwszy go do stu jeźdźców.
Miał do pomocy pana Dąbskiego i miałby doskonałego wachmistrza w osobie górala Jacka Brzegi, lecz ten zaraz na początku bitwy dostał kulą pod okiem i Bogu ducha oddał.
Od bitwy Krewskiej porucznik szedł prosto, znosząc patrole, podchodząc ukryte w lasach zasieki i staczając bitwy z oddziałami rosyjskiemi.
Nie zatrzymywał się nigdzie, bo mu spieszno było połączyć się z Tadeuszem Truszkowskim i razem z nim partyzantkę prowadzić.
Pewnego ciepłego, radosnego dnia, na wiosnę oddział Lisa ujrzał dymy, wznoszące się nad ocze-