Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/222

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zato z wielką radością posłyszał, że w Sejmie na skutek wniosku posła Olrycha Szanieckiego, minister Biernacki przedstawił izbom projekt, nadający drobnym rolnikom własność gruntową w dobrach narodowych, żądający zniesienia pańszczyzny i podziału wielkiej majętności ziemskiej na drobne folwarki.
— Niech będzie błogosławione imię Pańskie za ten sprawiedliwy czyn! — zawołał Lis. — Teraz dopiero chłopi się podniosą i moskale zostaną pobici!
— Niestety, — odparł mu pewien szlachcic, — sejm sprawę tę odłożył ad calendas graecas i już chyba nigdy nie wyjdzie ona na światło dzienne!.. Nic nie pomogły głosy Lelewela, Szanieckiego, Deskuta i Sołtyka, bo bracia szlachta nie chciała tego, a wniosek Walichnowskiego projekt ten utrącił jako przedwczesny.
Smutek ogarnął Lisa i nowa obawa przed możliwością nadania gruntów własnych chłopom nie przez Sejm polski, lecz przez cara, który, przeciągnąwszy chłopów na swoją stronę, później cofnąłby swój manifest.
— Co wtedy będzie? — myślał z przerażeniem. — Chłopi nie zechcą słyszeć o powstaniu i będą uważali Rosję za dobrodziejkę swoją, a szlachtę polską — za wroga! Klęska! klęska!
Rozmyślając o sprawach ojczyzny, uciekinierzy dotarli wreszcie do Nowogródka i stąd do Kalinowa, majątku pana Truszkowskiego, ojca Juljanny.
Krwawa ręka wojny sięgnęła aż tu.