Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/192

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czyżewski, Oborski, Staniszewski sami w ogniu prowadzą wiarę na bagnety! Żymirski dostał rozkaz, choćby miał zginąć, — Olszynkę utrzymać.
Oficer pomknął w stronę żelaznego słupa, gdzie bezczynny i zapomniany stał z trzema adjutantami „wódz naczelny“ — Michał książę Radziwiłł.
Nadbiegł drugi oficer i, zatrzymawszy konia przed Łubieńskim, meldował zdyszanym głosem:
— Generał Żymirski poległ... Rozkaz od wodza dla generała Łubieńskiego: dać trzy szwadrony do Olszyny na zluzowanie strat...
Lis razem z wysłanemi szwadronami dopadł Olszynki.
Jazda, pozostawiwszy konie, została natychmiast rzucona na prawą stronę lasku, gdzie obroną kierował sam Chłopicki.
Ułani biegli przez straszne pobojowisko, gdzie na skrwawionej ziemi co krok leżał zabity Polak lub Moskal, a każde drzewko nosiło ślady kartaczy, czerepów granatów lub kul karabinowych. Po śniegu czołgali się z jękiem ranni, warczały bębny i przecinały zgiełk bitewny trwożne dźwięki trąbek.
Szwadrony doszły do pierwszej linji w chwili, gdy Chłopicki ruszał do kontrataku na czele pułku grenadjerów.
W ciemno-szarym, cywilnym surducie bez żadnych oznak swej rangi i bez orderów, spokojny i wyniosły pchał konia ku grenadjerom, wbijając w każdą twarz oczy płomienne i władne.