Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/187

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


słów nawet w obliczu nieuniknionego niebezpieczeństwa, więc wkońcu uległ żądaniu sejmu, który spodziewał się pewnych korzyści politycznych i moralnych od bitwy przed Warszawą.
Radziwiłł, jak zwykle, tak i w tym wypadku swego zdania nie wypowiedział i żadnej stanowczości nie zdradził, wobec czego kierownikiem przyszłych wypadków pozostał jedynie Chłopicki, który pod naciskiem opinji publicznej, brał na siebie całą odpowiedzialność przed narodem polskim i historją.
Lis, służąc w tym okresie w adjutanturze korpusu Łubieńskiego, blisko się stykał z zarządzeniami i planami sztabu, a będąc ze sprawami wojennemi obeznany, rozumiał dobrze ogólną sytuację, nader groźną i ciężką.
Z dniem każdym, niemal z chwilą każdą, do serca młodzieńca zakradała się ostra trucizna goryczy, a nieraz napadała go rozpacz lub też namiętna żądza działania natychmiastowego, zuchwałego, które wymagałoby od niego postawienia wszystkiego na kartę, nie wyłączając własnego życia.
Długo się borykał sam ze sobą, aż wkońcu nie wytrzymał.
Dzielna, gorąca krew wojowniczych przodków, którzy znaleźli w sobie siły, aby przetrwać najstraszliwsze burze dziejowe, szalejące nad ojczyzną, zwalczyła wszystko i powołała do czynu.
Pewnego dnia Lis stanął przed półkownikiem Ździechowskim i, patrząc mu w oczy wzrokiem twardym, niemal rozkazującym, rzekł: