Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pułkownik wraz z kilkoma oficerami siedział nad mapami i rozkazami, przysłanemi z głównego dowództwa.
Moskale podejrzliwie badali jęczącego oficera, lecz wkrótce uspokoili się, bo nieznajomy dawał ścisłe i rzeczowe odpowiedzi. Przebiegły Lis wybrał uniform oficera z korpusu, stojącego na innym odcinku, a przed wyruszeniem wypytał o wszystko rannego jeńca.
Wiedział więc, jąką drogę przebył korpus i jakie stoczył potyczki, znał nazwiska i imiona dowódcy korpusu, dywizyj, brygad, a nawet pułków; „swoich“ zaś oficerów nazywał po imieniu, a nawet używał nadanych im przez kolegów przezwisk żartobliwych.
Po tem badaniu zaproszono Lisa do stołu, gdzie ordynans postawił przed nim jakieś jedzenie i szklankę wódki.
Jedząc i popijając, porucznik mówił:
— Uważałem za swój obowiązek donieść o tem, czegom się dowiedział, będąc w niewoli! Chcę to uczynić zanim udam się do ambulansu, bo jestem dotkliwie potłuczony przy upadku z konia... Zabił go granat, ja zaś, spadając, uderzyłem się głową o kamień i zemdlałem. Nieprzytomnego wzięto mnie do niewoli... Ludzką znalazłem u Polaków opiekę i pomoc... Gadać oni lubią dużo... To też dowiedziałem się, że nadciągnęły nowe posiłki do Chłopickiego, bo buntowniki potajemnie ogłosili pospolite ruszenie... Już przybyły oddziały z ziemi Kaliskiej i Piotrkowskiej, a także ośm tysięcy chłopów-kosynierów... Powia-