Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dali mi Polacy, że Francja i Anglja zamierzają podtrzymać powstanie, a i w Bawarji i Saksonji też sprzyjają Polakom...
Długo jeszcze „informował“ Moskali przebiegły Lis, a wszystko, co mówił, niepokojem Rosjan napawało.
— Polacy teraz są tak pewni wygranej, że nawet nie obawiają się naszego ataku... Czaty ich i patrole stoją tak rzadko, że, wymknąwszy się z ambulansu, z łatwością prześlizgnąłem się pomiędzy niemi! — zakończył Lis.
— Nie rozumiem, dlaczego, poruczniku, nie posłano was do Warszawy? — zauważył jeden z oficerów.
— Jutro jużbym tam był! — natychmiast odpowiedział porucznik. — Dziś wieczorem miał mnie indagować sam generał-kwatermistrz. Ale ja nie czekałem i przy pierwszej sposobności... udrał![1]
— Ważnych informacyj dostarczyliście — zauważył szef sztabu. Jutro razem pojedziemy do generała Tolla, do głównego dowództwa.
— Może byłoby lepiej dziś jeszcze złożyć raport? — zapytał Lis. — Chciałbym tylko przedtem pójść do ambulansu, aby lekarze dali mi coś na ból w kościach, a potem mogę jechać.

— E-e, nie! — odparł pułkownik. — Teraz nie znajdziemy nietylko Tolla ale nawet naszego generała Pahlena... Mają oni teraz pracy wyżej głowy!

  1. Uciekłem.