Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


za wszelką cenę chciał utrzymać Chłopickiego przy armji i z opinją i żądaniem byłego dyktatora liczył się najwięcej.
W ten to sposób ks. Michał Radziwiłł stanął na czele wojska, ku wielkiemu niezadowoleniu i zgorszeniu innych generałów.
Dwernicki, dowiedziawszy się o tem, biegał po kancelarji swojej i kopał stojące na drodze stołki, wyjąc:
— Na miły Bóg! Wymówię posłuszeństwo i z korpusem moim będę luzem chadzał na partyzantkę!
Jednak nie uczynił tego karny żołnierz, jakim był Dwernicki. Pocieszał się tem, że został oddany pod dowództwo generała Klickiego, który już miał zadanie bojowe — zasłaniać Warszawę przed korpusami Pahlena i Rosena.
Wielki był czas po temu!
Dybicz, wszedłszy na Litwę rozrzucał wszędzie proklamacje, zaczynające się od podstępnych, bezczelnych słów:
— Wojownicy polscy! Rokosz chce wytłoczyć na czołach waszych piętno ohydy, zdołacie jednak uniknąć takiej sromoty!
Chłopickiego nie obawiał się stary wódz rosyjski. Uważał go za dobrego generała brygady, lecz niezdolnego do dowodzenia armją. Tonem protekcjonalnym doradzał mu, aby się nie ośmielał występować przeciwko woli cesarskiej i niezwłocznie się poddał, dopóki nie padły pierwsze strzały.