Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nych, nieraz wręcz przeciwnych sobie poglądach, panujących w sferach wyższych.
Oficerowie, a nawet inteligentniejsi, nawykli do karności szeregowcy z przerażeniem słuchali opowiadań o tem, jak poseł na sejm Ledóchowski, podrażniony chwiejnością Chłopickiego i jego odmową od przyjęcia naczelnego dowództwa, krzyknął mu prosto w oczy:
— Musisz być wodzem, bo my ci rozkażemy! Musisz się bić, jeżeli nie jako wódz, to jako żołnierz, bo sejm ci każe, a jeśli nie wypełnisz rozkazu, to sejm cię za tchórza, za zdrajcę ogłosi!
Wiara już wiedziała, że powątpiewający o szczęśliwym wyniku wojny Chłopicki ustąpił z Dyktatury, lecz skłonił jednak sejm, aby buławę nad wojskiem polskiem oddano uległemu, na wojnie nie znającemu się księciu Michałowi Radziwiłłowi, przy którym miał pozostać, jako doradca.
— Dlaczego nie został mianowany Kniaziewicz?! — dziwili się oficerowie. — Poco posłano go, jako dyplomatę, do Paryża? On tu teraz potrzebny jest, jak manna z nieba! Dlaczego wreszcie nie wystawił pan Chłopicki kandydatury generałów Klickiego lub Weyssenhofa na naczelnego wodza? Tędzy z nich dowódcy, tymczasem my mamy słuchać Radziwiłła... który sen spokojny i wygody nad wojnę przekłada!
W wojsku nie wiedzieli, że ani Klicki ani Weyssenhof nie zgodziliby się na podział władzy z Chłopickim. Tymczasem sejm, nie mogąc się otrząsnąć z uroku minionej sławy bohatera wojen napoleońskich,