Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nowskiego i wielu innych. Mamy też niezawodnie wywiad. Kto wie, może dowództwo zna dokładnie, czego warte są wojska feldmarszałka Dybicza, bo nie powiedziałem panom najważniejszego...
— No, to gadajże, poruczniku, bo aż mi serce rośnie, gdy cię słucham! — zakrzyknął krewki pan Limanowski, który wszystkich swoich synów, a nawet wnuków do wojska posłał bez namysłu.
Lis, posłyszawszy swój nowy, a tak zaszczytny tytuł porucznika, aż pokraśniał z radości i z dumą spojrzał na pannę Juljannę.
— Nie powiedziałem państwu, — ciągnął, że w korpusie generał Paszkow przytaczał kilka wypadków, gdy to wojska rosyjskie, liczebnie silniejsze, ustępowały z pola bitwy z powodu popłochu, który wzbudzały w ich szeregach nieoczekiwane i szybkie ruchy nieprzyjaciela. Otóż myślę, że dowództwo, napozór tak lekkomyślnie wpuszczając Dybicza w granice Polski, przygotowało jakiś niespodziewany, piorunująco szybki manewr. Jeżeli da on dobre wyniki, — w armji rosyjskiej natychmiast zacznie się szerzyć popłoch. Dybicz będzie zmuszony do odwrotu, a wtedy Rząd ogłosi odezwę do Litwy i Wołynia, wzywając je do powstania na tyłach nieprzyjaciela! Co wtedy z tego wyniknie?
— Jak mi Bóg miły, odetniemy moskali od Rosji! — krzyknął pan Prażmowski i drewnianą nogą bił w podłogę. — Ależ, młodzieńcze, widzę, że ci w głowie nie igłą układano! Będzie miał pan Józef Dwernicki