Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Rosyjski żołnierz, prosty chłop i bezprawny niewolnik, wojny nie lubi i nigdy celu jej zrozumieć nie może. Bił się on dobrze z Francuzami, lecz w tem niema nic dziwnego. Napoleon zagroził wszystkim niezliczonym wsiom, gdzie ci niewolnicy mieli swoje rodziny. Bronili ich, stawali się bohaterami, dzikimi wojownikami, ponieważ nienawidzili najeźdźców. Polska powstająca? Co to może ich obchodzić? Idą na wojnę, bo muszą, nawykli do ślepego, pod groźbą kary zrodzonego posłuszeństwa. Jedna klęska i — stracą ducha! Przekonanie, że wojna ta nie jest marszem triumfalnym, zniechęci nietylko szeregowców, lecz nawet większą część oficerów. Musimy zatem zadać im tę klęskę i wzbudzić obawę przed niebezpieczeństwem. Dlatego należy podnieść powstanie na Litwie, Białej Rusi, Wołyniu, Ukrainie, przenosząc wojnę, chociażby obronną tylko, na kresy. Jeżeli zaś dowództwo postanowiło działać lojalnie i bronić się we własnych granicach, — to musi w takim razie przygotowywać niezbędną klęskę dla Moskali, inaczej spadnie ona na nas.
— Mądrze gada ten młodzik, niech go kule biją! — zawołał stary pan Prażmowski, weteran, który stracił nogę w legjonach Dąbrowskiego.
— Przecież każde państwo o możliwości wojny myśli ustawicznie bo bez tego nie można! — prawił Lis. — Mówicie sami, że generałów i pułkowników mamy dobrych. Jest Chłopicki i Skrzynecki, nazywaliście jeszcze Prądzyńskiego, Weyssenhofa, Dwernickiego, Dębińskiego, Chłapowskiego, Klickiego, Chrza-