Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Trębacz cesarski.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dla dobrego jeźdźca wszędzie blisko...
Nie mówili o tem więcej, bo Truszkowski zaczął rozwijać swój plan.
— Dam ci kilkunastu najsetniejszych chłopów, którzy znają Litwę i Kongresówkę, jak swoją wieś. Z nimi dojedziesz szybko, a, gdyby jakiś oddział zastąpił ci drogę, z tymi ludźmi można się ważyć na rzeczy zuchwałe... Na miły Bóg, zbytnio nie spiesz się, Władku, z powrotem, ino krzycz, przekładaj, proś, aby na Litwę uderzyli,... ja zaś tymczasem powiadomię o posłowaniu twojem panów Onufrego Jacewicza, Matuszewicza i Ezechiela Staniewicza, aby gotowi byli, oni zaś gońców pchną do innych, którzy już partje swoje mają.
— Muszę wiedzieć, kto już powstał, bo chyba będą pytali mnie o to w Warszawie? — rzekł Lis.
— Słusznie! — zgodził się Truszkowski. — A więc powiedz, że są to bitni panowie: Grużewski, Rymkiewicz, bracia Staniewiczowie Ignacy i Zenon, Józef Syrewicz z Telszów, bracia Kalinowscy i Strawińscy z Rosień, Stanisław i Konstanty Herubowicz z powiatu szawelskiego, Włodzimierz Gadon, Onufry Jacewicz, Radziszewski, dalej — mamy Szona i Puszeta; coś knują książę Gabrjel Ogiński, profesor Gronostajski, Benisławski, Domejko, Żyliński, Romerowie święciańscy. Kupa tego spora się zbierze, może 5.000, może 7.000 chłopa, a niech-no tylko Warszawa ogłosi manifest do Litwy, Białej Rusi, Podola i Wołynia, — sypną się chłopi zewsząd, wtedy, ba! na 30.000 zbrojnego ludu