Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pomoc w różnych sprawach. Gwarno było w Lipkowszczyźnie i wszystkim raźniej i jaśniej na duszy we dworze Haraburdów.
Pan Władysław kilka razy zbierał szlachtę okoliczną i zaufaną czeladź zbrojną i rzucał się w pościg za uchodzącemi watahami moskiewskich zbirów, gdy uprowadzali bydło z dalekich wygonów, lub krzywdę czynili chłopom okolicznym, doganiał, osaczał i w pień wycinał, a raz zapędził się nawet po przez bagna aż pod Załużje pskowskie, zdobył dwór bojara Telepniewa i dużą zdobycz do dworu przywiózł w srebrnych rublach, bogatej broni, złotogłowiach, kunach i sobolach. Innym razem, wezwany na pomoc przez pana Szmurłę, siedzącego aż za Marienhauzem, gdzie go niepokoili Szwedzi, zaszedł najeźdźców od granicy moskiewskiej i na szablach rozniósł, nie żywiąc nikogo.
W dwa miesiące od tego pogromu, przyszedł do Lipkowszczyzny pozew dla pana Władysława Haraburdy na sąd do Warszawy za gwałt, uczyniony na obcokrajowcach na pograniczu państwa polskiego.
Rycerz zebrał świadków z panem Szmurłą na czele, dowody konieczności obrony życia i mienia polskiego spisał, pożegnał żonę i, ufny w sprawiedliwość sądu, wyruszył w daleką drogę, pieczę nad Lipkowszczyzną powierzywszy wiernemu towarzyszowi i sąsiadowi — Wacławowi Mzurze.
Szeroki trakt wiódł w owe czasy do Warszawy przez Dyneburg, Wiłkomierz, Kowno i Łomżę. Jednak nie zdążył jeszcze pan Władysław opuścić Kurlandji, gdy dognał go na popasie pchnięty przez Mzurę pachołek z listem, wzywającym go do domu jak naj-