Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



Rozdział IV.
Długa ręka królewska.

Życie w Lipkowszczyźnie popłynęło nowem łożyskiem. Na twardym chlebie żyjąca szlachta kresowa, nie mająca spokoju i wygód na pogranicznych połaciach Rzeczypospolitej, zasmakowała we dworze Haraburdowym, gdzie wysoko urodzona pani Wanda królowała, czyniąc z warownej osady wielkopańską siedzibę, do której garnęli się bene nati i szaraczkowie zagrodowi, dumni z możnej znajomości.
Osiadłe na niedawno zdobytych polskim orężem ziemiach rycerskie rody oszajców Batorowych, zakładających nowe gniazda szerszeniów, broniących wschodniej i północnej rubieży, zwykle zmuszeni byli poskramiać swawolę chłopów Białej Rusi, krzywo patrzących na nowoprzybyłych „panów“ a nawet nieraz napadających dwory i zagrody za namową wysłańców od moskiewskiej strony.
Twardą miał rękę nad swemi włościami pan Władysław Haraburda i bez litości karał hajdamaków, tępiąc wszelki rokosz, niekarność i zdradę, lecz, gdy do Lipkowszczyzny zawitała młoda małżonka, stał się tam cud naoczny.
Ponure twarze czeladzi i ludzi z wiosek i folwar-