Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Młodzi pili i słuchali, jak stary rycerz mruczał:
— Ja się i piwa napiję, i akwawity, i małmazji, ba! nawet petercymentu, albo, jeśli łaska i ochota, gorzałki grzanej, bo i to na frasunek — dobry trunek!
Słońce oddawna wdzierało się przez zamknięte okiennice i igrało z siwą czupryną dziarskiego staruszka.
Przy drzwiach, osunąwszy się na ławę, chrapali ubrani w czarne czamary sędziwy Bartłomiej i nie mniej od niego sędziwy Maciej — marszałek.
Tak wyprawił pan Władysław Haraburda spóźnione oczepiny młodej żony we dworze swoim w Lipkowszczyżnie, a gdy pozostał z nią w alkierzu — zaśpiewał:

— Oj chmielu, chmielu, szerokie liście!
Już Wandeczkę oczepiliście!
Oj chmielu, oj nieboże,
Niech ci Pan Bóg dopomoże,
Chmielu nieboże!

Śpiewając i przytupując z wielkiej ochoty, jął wkładać jej na głowę biały czepek z brabanckich forbotów, przetykanych złotym łańcuszkiem i sznurkiem pereł adziamskich.