Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/218

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Galjona, nosząca nazwę „Baltika“, stanęła pomiędzy dwiema potężnemi fregatami — hiszpańską i holenderską, które lichtować zaczynały towary z rumów.
Komendor portowy, siwobrody i ogorzały retman, natychmiast podpłynął do galjony i, uchylając skórzanego o szerokich rondach zydwestra, zapytał, pykając fajką:
— Jaka bandera? Nazwisko właściciela? Miejsce odpłynięcia i port krańcowy?
Wyjął gruby ołówek i do zapisywania się przygotował:
— Galjona targowa „Baltika“, należąca do arcybiskupa gnieźnieńskiego, wpisana do związku Hanzy, wypłynęła z Gdańska pod banderą polską. Ryzę trzymam na Genuę, port italijski! — odpowiedział wysoki, barczysty człowiek, o twarzy, przeciętej blizną.
Retman starannie zapisał, spojrzał na nieznaną mu banderę, niby usiłując ją sobie dobrze zapamiętać, i pytał dalej:
— Rodzaj ładunku? Imię kapitana? Czy jest komprador na pokładzie?
— Ładunek — 450 łasztów mąki żytniej, 200 szyfuntów miedzi węgierskiej, 200 szyfuntów żelaza kutego, 10 szyfuntów wosku, 4 barele czerwca do farbowania sukna, 30 obseftów wina węgierskiego i 10 kadzi miodu pszczelego. Jestem kapitanem „Baltiki“, nazywam się Władysław Haraburda; kompradorem na deku jest Julio Ottoboni, właściciel firmy J. Ottoboni w Genui.
— Jaki cel zawinięcia do Brugji? — pytał retman, zapisując odpowiedź kapitana.