Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pisze, że nic, ja ci powiadam, o niczem nie wiedział, że to, mopanku, jacyś żądni talarów, mopanku, ludzie tak sobie do Szwedów lgnęli!
— A na mój list, wasza dostojność, elektor odpowiedzi nie przysłał? — spytał pan Haraburda.
— Na twój list? — zdziwił się hetman. — A cóż to za konfidencja, ja ci powiadam, pomiędzy tobą, mopanku, a elektorem?
Pan Haraburda opowiedział o piśmie swojem, węglem na żaglu pisanem.
Hetman i panowie pokładali się ze śmiechu, a pan starosta, jako że człek to był krewki, do świeżego buraka stał się podobny.
— No to widzę, ja ci powiadam, mopanku, że z tobą można na wielkie rzeczy się porywać, ja ci powiadam! — wołał, z uciechy klaszcząc w dłonie, pan Koniecpolski.
— Życie i mienie oddam dla ojczyzny! — odparł rycerz.
— No, to wszystko, znaczy, ja ci powiadam, oddajesz, mopanku! — ze śmiechem mówił hetman.
— Nie, wasza dostojność, — powiedział pan Haraburda — nie wszystko, bo żony nie oddam!
— A nie dziwuję się, mopanku, ja ci powiadam! — kiwnął głową hetman i, spoważniawszy nagle, ciągnął dalej:
— Teraz extra iocum! Szwedzi znowu przenoszą teatrum belli do Inflant. Już wiemy, że w portach i na Gotlandzie gromadzą się orlogi i galery z wojskiem i amunicją. Musimy mieć czas, aby ściągnąć ku granicom więcej wojska. Uwijają się tam teraz zacni kawalerowie a twoi druhowie — Dubissa-Kra-