Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rozdział XII.
Zagończyk morski.

Nie długo bawił w domu pan Władysław Haraburda, gdyż w kilka dni po powrocie z wyprawy pod Szczecin wezwali go do siebie komisarze królewscy i oznajmili, że ma czekać na przybycie wielkiego hetmana koronnego.
Tegoż wieczora zjechał do Pucka hetman Stanisław Koniecpolski i w domu starosty stanął.
Na widok pana Haraburdy, oczy hetmanowi śmiać się zaczęły i, chociaż troska malowała się na dostojnem obliczu, rzekł wesoło:
— Ha, mopanku, znowu się spotykamy, ja ci powiadam! Zapraszałem ciebie do Malborku, ale ty się nie śpieszysz, mopanku, ja ci powiadam. Więc jeżeli nie chce góra iść do Mahometa, to, ja ci powiadam, mopanku, Mahomet do niej idzie! Tak to, ja ci powiadam! Słyszałem już o twoich, ja ci powiadam, harcach pod Szczecinem, mopanku. Możesz victoriam conclamare, mopanku, ja ci powiadam, bo elektorek nam teraz cienko śpiewa, ja ci powiadam. Pisze do mnie, do marszałka koronnego i do króla, ja ci powiadam, epistulas uniżone i arcyucieszne, mopanku!