Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


szałka koronnego, wielkiego hetmana Koniecpolskiego i innych dostojników, aż cały orszak zamykał oddział chorągwi pancernej hetmańskiej pod namiestnikiem Wojciechem Tarnowskim, królowi z czasów rokoszu Zebrzydowskiego i bitwy pod Guzowem pamiętnym.
Król stanął w ratuszu i na drugi dzień wezwał do siebie pismem odręcznem, co oznaczało wielką łaskę, pana Haraburdę wraz z panami Weyherem i Lanckorońskim.
— Powiadomiono nas o twoim kawalerskim czynie, mości panie, — zaczął król z uprzejmym uśmiechem i prostotą, którą niemal więcej niż wakansami umiał jednać sobie przyjaciół. — Maximam laudem atque magnum fructum virtutis capere powinieneś, kawalerze, za swój czyn! Żebyś więc in posterum mógł nam fideliter na wodach służyć, mianujemy cię, kawalerze, princeps dux miles „Zjawy Morskiej“, darowujemy ci dom w grodzie tym, zapominamy urazy, jakie dla ciebie żywiliśmy, i in favore nostro spełniamy prośbę twoją o nadanie szlachectwa Wojciechowi Kubali i przebaczenie win czeladzi twojej.
Rycerz ucałował rękę króla i, usunąwszy się, słuchał, jak król przyobiecał dać z własnej szkatuły pieniądze na budowę i kupno okrętów bojowych i zapowiedział rychłe przybycie słynnego na wielu morzach i oceanach żeglarza, Jakóba Murreya, Szkota rodem, co nietylko wodzić brygantyny i galery umiał, lecz w sztuce ich budowy i zbrojenia biegłym był.
Ucieszyli się panowie Weyher i Lanckoroński i królowi dziękczynność swą świadczyli, nazywając go magnus salvator Patriae, acz obaj wiedzieli, że o polskiej ojczyźnie król-Szwed miał myśl z drugiej ręki dopiero.