Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i stanęła przed Puckiem, nie spuszczając igrającej z wiatrem bandery i nie zwijając chorągwi rufnej.
Od brzegu wkrótce odbiły dwie duże łodzie; gnane długiemi pojazdami, pomknęły ku brygantynie.
Pan Haraburda chodził po deku i oczekiwał gości.
Na oszańcowaniu stanęła w szyku czeladź z Michałem Mużą przed szeregami.
Ogromny i mocny szyper stał niby skała, której nikt poruszyć nie zdoła, a twarz mu drgała od wzbierających łkań, bo już czuł wiatr od ziemi ojczystej.