Strona:Ferdynand Antoni Ossendowski - Pod polską banderą.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rągiew nad rufą! — rozkazał pan Haraburda i głowę obnażył, gdy ujrzał, jak na szczycie masztu łopotać zaczęła czerwona bandera z ramieniem, trzymającem miecz, a tuż nad grzbietami piennych fal grała z wiatrem szkarłatna fana z białym orłem piastowskim.
— Niech żyje Rzeczypospolita Polska po wieki wieków! — zagrzmiał głos pana Haraburdy.
— Wiwat! Hurra! — ryczeli okrętnicy, wymachując mucami i zydwestrami, płacząc i biorąc się w ramiona z wielkiej szczęśliwości.

„Bogu rodzica, dziewica,
Bogu sławiena Maryo“...

zaintonował rycerz i słowa prastarej pieśni rycerskiej zmieszały się z poszumem morza, wyciem dmy i skrzypem takielunku.
— Za ciebie, matko — naso ziemio, umzeć radziśmy! — krzyknął Wojtek Kubala, gdy odebrzmiała pieśń-modlitwa.
— Za ciebie życie damy! — rozległy się głosy okrętników. — Na duse nase gzesne ślubujemy przed Bogiem i Matką Bozą...
— Przysięgę waszą i ślubowanie przyjmuję, a Bóg je słyszał! — rzekł rycerz.
„Dumna Filsanda“ zdaleka przeszła przed Gdańskiem. Ludzie, oparci o poręcze pokładu, widzieli majaczące w tumanie dzwonnice świątyń, wieżyce gmachów grodzkich i las masztów licznych okrętów, stojących pod osłoną dział.
Przed wieczorem, minąwszy Oliwę, która błysnęła zdala złotemi krzyżami opactwa ojców cystersów — „Dumna Filsanda“ zgrzytnęła łańcuchami dwóch kotwi