Strona:Felicjan Faleński - Odgłosy z gór.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Płótna bielące się zwoje
Potok jéj porwał jak swoje.
Sarna je tkała od ręki,
Z nitki tak równéj! tak cienkiéj!
Na świecie ręce och! czyje
Utkają płótno podobne?
Wdowa jest, dzieci ma drobne,
I z pracy rąk tylko żyje.

— Toż ci kobieto, niemała
Szkoda, jak widzę, się stała.
Lecz niebu modli się szczerze
Rąk twoich praca.
I Bóg co wdowie zabierze,
Jéj dzieciom zwraca.

Świat owionęła mgła blada,
Trzy dni już w górach deszcz pada!

Potok w szalonéj powodzi
Ze zgrzytem brzegi swe zrywa.
— Tam znów staruszka zawodzi
Jakaś sędziwa.