Strona:Felicjan Faleński - Odgłosy z gór.djvu/36

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przez parów dążąc z doliny,
Syn jéj utonął jedyny,
A z nim pociecha jéj cała,
I on sama została.
Ta w gaju, jéj to jest chata,
Pola kawałek ma spory,
Łąkę i pełne obory —
Słowem jest bardzo bogata.

— O moja serdeczna matko!
Toćże ty biédna, jak rzadko!
Czyż ci to mienie jałowe
Żalu umniejsza?
Tyś nad sierotę i wdowę
Stokroć biedniejsza.