Strona:F. Mirandola - Sztuka a lud.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pozostanie wyższym nad wszystko, jako stróż równości.
Coraz nowe wieki niosą z sobą coraz to nowe pieśni. Od czasu wielkiej rewolucyi rozbrzmiewa Marsylianka, ta wielka pieśń, co porusza tłumy. Z nią na ustach idą nieprzejrzaną falą bronić swych swobód, bronić republiki.
Gdy w r. 1793 Saint Juste przybył do armii ludowej, by ją poprowadzić na wroga, rozległy się w szeregach głosy: Butów nie mamy!
— Republika — krzyknął — nie przysłała mię tu do was, bym wam buty sprawił, ale bym was wiódł na jej obronę!
I setki tysięcy głodnych, obdartych nędzarzy rozgorzały świętym zapałem. Runęły jak fala, poszły na armię koalicyjną całej Europy i zmiotły ją jak pyłek, a nad szeregami płynęła pieśń, będąca wyrazem tego entuzyazmu, będąca pięknym i szczytnym wyrazem uczuć mas. Tak powstała Marsylianka, tak powstaje każda pieśń rewolucyjna.
Widzimy, że w każdej rewolucyi tkwi ten pęd ku pięknu, widzimy, że żyje w masach samych, a historya świadczy, że byle nieco zmieniły się na lepsze straszne warunki bytu, wystrzeli bujnie i wysoko. To też może niedaleka już przyszłość da nam ludową sztukę, to też pewnie, jak było zawsze, sztuka uciskanych — pieśń, rozwinie się w cały cykl różnorodnych dzieł pędzla i dłuta, w przepiękną nową jakąś architekturę i ogarnie całą ludzkość.