Strona:F. Mirandola - Sztuka a lud.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nowe, budził do życia talenty, stwarzając korzystne dla nich warunki.
I tak wszędzie, gdzie okiem rzucić, widoczny jest ten bezpośredni wpływ warunków ekonomicznych na sztukę.
W Europie północnej, nad morzem, leży mały kraik, Holandya. Płaszczyznę tę piaszczystą szarpią fale morza, więc mieszkańcy toczą zaciekły bój o ziemię. Budują tamy, kopią kanały, sypią wały, gdyż inaczej topniałby im pod nogami bardzo szybko stały grunt.
Nędzny to był szmat ziemi czasu wieków średnich. Do licznych portów przybijały tylko łodzie rybackie, mieszkańcy trudnili się połowem ryb i tkactwem. Nagle Kolumb w r. 1492 odkrywa Amerykę, a w krótki czas potem handel światowy przenosi się z morza śródziemnego na Atlantyk. Nie mija pół wieku, — a miasta portowe Holandyi stają się zamożne. Powtarza się to samo co z miastami włoskiemi. Mała, nędzna Holandya olbrzymieje, staje się potęgą, tworzy kolonie na dalekich wyspach, słowem staje się Włochami północy. I zaraz też w owym kraju, gdzie niedawno prócz pierwotnego przemysłu artystycznego chłopskiego, nie było innych przejawów sztuki, rodzi się typowe rodzime malarstwo. Wybłyskują z ciemności niedawnej imiona wielkich mistrzów, Rubensa, Rembrandta, Vandyka i znowu zdziwiona Europa niesie im w dani hołd. Powstała nagle szkoła holenderska, zgoła inna od włoskiej, nosząca ślady swej ojczyzny, koloryt lokalny i właściwe Holendrom pojmowanie życia.