Strona:F. Mirandola - Sztuka a lud.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z obrazów spoglądają rumiane, czerstwe postacie, kipiące weselem, rubaszne, spaśne, zwierzęta, owoce, kwiaty, sceny ludowe, kiermasze, sceny odpustowe. Cóż się stało? Oto zmieniły się warunki, nędzę zastąpił dobrobyt, troskę o życie codzienne pogoda i wesele i wszystko to wyraziło się w formie pięknej w sztuce, która jest niejako drugą mową, inną niż zwykłe słowa, ale wyraźniejszą może niż one i więcej zdolną wypowiedzieć temu, kto ją kocha i pojmuje. Przykładów podobnych możnaby przytoczyć bez liku, ale byłoby to powtarzaniem się.
Jedynie nowoczesny kapitalizm sztuki swej nie wytworzył i już prawdopodobnie nie wytworzy. Wyrósł on z dawnego dobrobytu klasy mieszczańskiej, był niejako jej spotęgowaniem. Czego jednak sam nie wytworzył, to uniemożliwił klasie najmitów, których cały czas zajął, dając za to głodowe płace. W architekturze, o ile te wytwory nazwać można tem mianem, stworzył kominy fabryczne, wielkie koszary, domy czynszowe, nędzne spelunki mieszkań robotniczych i kilkunastopiętrowe kamienice, tzw. drapacze nieba, które dlatego pną się w górę, bo grunt pod budowę w wielkich miastach jest niesłychanie drogi. Oto wszystko, co stworzył. Zniszczył zaś wiele. Powietrze miast uczynił gęstym obłokiem dymu, parki i ogrody zabudował domami, wody rzeki płynącej przez miasto zanieczyścił fabrycznymi odpadkami, stłoczył miliony nieraz ludzi na przestrzeni paru mil kwadratowych, odebrał