Strona:F. Dostojewski - Bracia Karamazow cz-2.djvu/36

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    ską kapelę, poiłem wszystkich szampanem, chłopów, baby, używaliśmy; a po trzech dniach i grosza nie zostało. A myślisz, żem cokolwiek od niej uzyskał? Nic, ale to zupełnie nic. Wiesz, ta szelma Grusza ma w sobie coś, co się określić nie da, w każdym ruchu, w każdem przegięciu ciała, w nóżce nawet, w małym paluszku u lewej nóżki. Paluszek ten widziałem, a nawet całowałem, ale na tem się też skończyło, przysięgam ci. „Chcesz — powiada — wyjdę za ciebie, tylko przyrzeknij, że bić nie będziesz i pozwolisz mi robić wszystko, co mi się podoba“ i śmieje się.
    Dymitr wstał z miejsca w najwyższem rozdrażnieniu, którego już pohamować nie mógł, zatoczył się, jak pijany, a oczy mu zaszły krwią.
    — I ty naprawdę chcesz się z nią żenić?
    — Jeśli tylko ona zechce, ożenię się natychmiast, a jeśli nie zechce, to i tak przy niej zostanę, sługą jej będę.
    Słuchaj, Alosza... wiesz ty, ty niewinne dziecko, że to, co dotąd powiedziałem, to jeszcze tylko brednie, i w tem właśnie tragedya. Pamiętaj, że mogłem mieć wprawdzie nizkie namiętności, nikczemne popędy, ale złodziejem, kieszonkowym złodziejem dotąd nie byłem, nie mogę być. Tymczasem dowiedz się, że jednak zostałem nim. Tegoż dnia, kiedym był u Gruszy, Katarzyna wezwała mnie i zleciła pod wielkim sekretem przesłanie trzech tysięcy rubli dla siostry jej, Agaty, do Moskwy. Tak dalece chodziło jej o tajemnicę, że prosiła mnie, abym pojechał