Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bytek ludzi, a więc: śpichrze z manjoką, kukurydzą i ryżem, śpiżarnie, drób, bydło, a czasem nawet pożerają dzieci i starców, którzy nie zdążyli opuścić domów, napadniętych przez żarłoczne i drapieżne mrówki — „manjan“.
— Po przejściu takiej koczującej armji pozostaje naga pustynia i kości pożartych przez mrówki zwierząt, a czasem i ludzi! — zakończył swoje opowiadanie pan Bolesław.
W ciągu kilku dni Jurek zgromadził bardzo obfite zbiory, a Burney starannie je opakował i przygotował do dalekiej drogi.
Jurek zkolei zabrał się teraz do zbierania roślin.
Obiecywał sobie, że przywiezie i podaruje swemu profesorowi piękny zielnik.
Na pierwszą wyprawę botaniczną wyruszył razem z Burney‘em i olbrzymim, roześmianym Herkulesem.
Amerykanin doradzał, jakie należy zbierać rośliny, i wskazywał najrzadsze rodzaje drzew, krzewów i traw.
Zbierano też owoce, a murzyn, szczerząc zęby, obiecywał Jurkowi, że wysuszy mu je wspaniale i ułoży w drewnianych skrzynkach z przegródkami.
Po pierwszej wyprawie chłopak zapuszczał się do dżungli już tylko w towarzystwie wier-