Strona:F. Antoni Ossendowski - Przygody Jurka w Afryce.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ciele widniały czarne plamy i pręgi. Zdawało się, że bardzo leniwie porusza płetwami i ogonem, tymczasem płynął on równolegle z okrętem, który aż wzdrygał się cały od silnych i szybkich obrotów śruby.
— Jest to rekin-tygrys, zuchwały drapieżnik! — zawołał pan Waniewski. — Spójrz na tę okrągłą, tępą paszczę z kilkoma rzędami zakrzywionych zębów, na te małe, złe i badawcze oczy, a zrozumiesz, jak niebezpiecznem jest dla pływaka spotkanie z tym potworem morskim i bandytą!
Do rozmawiających pasażerów podszedł jeden z oficerów okrętu.
Wskazując na wystające koło brzegu ciemno-czerwone skały, rzekł:
— Jest to przylądek Meduzy... Nazwano go tak ku pamięci statku „Meduza“, który się w tem miejscu rozbił i zatonął. Rekiny pożarły wszystkich pasażerów i załogę. Smutne wspomnienia — nieprawdaż?
Prawdopodobnie Jurek jeszcze wiele innych ciekawych rzeczy mógłby zobaczyć i nasłuchać się o nich, gdyby nie zerwał się silny wiatr, który wzburzył ocean.
Chłopak nie mógł już wychodzić na bujający pokład, przez który co chwila przewalały się ciężkie, słone fale. Spędzał więc całe