Strona:F. Antoni Ossendowski - Pod smaganiem samumu.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przeciwko drzwi na ścianie, wisiał haftowany na kawałku aksamitu werset z Koranu.
Gospodarz — wysoki, o szerokich barach, czarnej, długiej brodzie i zupełnie białej twarzy Arab, uczyniwszy znak „salamu“, usadowił nas przy stoliku i otrzymawszy obstalunek na kawę, wyszedł do izby sąsiedniej. Zacząłem rozglądać się dokoła.
W przeciwległym kącie pokoju siedziało czterech tubylców. Mieli na sobie długie, białe koszule, przepasane powrozami, na piersiach sznury z muzułmańskiemi szkaplerzami i talizmanami. Uderzyły mnie głęboko osadzone, mocno podkute oczy tych ludzi, siwiejące, powichrzone brody i przeraźliwie chude, gołe nogi. Trzech trzymało w rękach instrumenty — darbukę, klarnet i tamburyn. Czwarty, siedzący na przedzie, miał ręce złożone na piersiach jak do modlitwy i patrzył przed siebie obojętnym, nieruchomym wzrokiem.
Arab po chwili powrócił z dwoma filiżankami kawy i przez mego przewodnika oznajmił, że gotów jest pokazać cudzoziemskiemu Sidi taniec derwisza, jeżeli zapłacę mu za to piętnaście franków. Zgodziłem się na propozycję.
Arab wydobył z pudełka, wiszącego na pasie, małą torekbę, wyjął z niej szczyptę jakiegoś proszku i podszedłszy do siedzącego na pierwszym planie człowieka, wpakował mu palce do obydwóch nozdrzy, drugą ręka ściskając derwiszowi głowę. Derwisz chrapliwie wciągnął podaną mu dawkę jakiegoś narkotyku, który prawdopodobnie, sądząc z tego, com widział w swoim czasie w Indjach, musiał być haszyszem, czy też specjalnie w tym celu spreparowanym „kifem“.
Nie myślę, żeby ta część przedstawienia była zwykłą „sztuką,“ gdyż blada twarz derwisza natychmiast zsiniała i pokryła się kroplami potu, wargi mu nabrzękły, a oczy nabrały niezwykłego blasku. W kilka minut później, derwisz zaczął drżeć na całem ciele, każdy staw, każdy mięsień, skóra, a nawet włosy, po-