Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/28

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

— No dalej? — pytał, uśmiechając się, kolega.
— Bo to, widzicie, okrutnie dziś strzelałem do Moskala i pozostało mi tylko 15 naboi. Widzę, że macie sporo tych orzechów, — podzielcie się w imię socjalnej równości!
Kolega dał paczkę i rzekł:
— A jakbyście u bolszewików prosili? W imię czego?
Wesoły Władek natychmiast odparł:
— Tam byłoby prościej! Kolbą w łeb w imię komunizmu: tobie nic, a mnie — wszystko! Zagarnąłbym pełną garścią!
Na takich żartach upływał ochotnikom czas pod Radzyminem, a podczas bojów, ciężkich i zażartych, synowie ziemian, wieśniaków i robotników niczem się pomiędzy sobą nie różnili.
Robotnik przebijał bagnetem Moskala, napadającego na ziemianina, szlachcic i przyszły dziedzic ratował życie synowi gospodarza wiejskiego, a z pola bitwy wynosił syna robotnika, partyjnego socjalisty. Nie było więc i nie mogło być różnicy, gdyż przed wszystkimi była jedna i ta sama wspólna mogiła.
Władek w jednej potyczce pod Radzyminem odznaczył się szczególnie. Natłukł bolszewików,