Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

a dwóch lekko rannych wziął do niewoli i do obozu przypędził.
— A toś się, chłopcze, napracował! — mówił do niego oficer, dowodzący całym oddziałem.
— Za naszą mękę, poniewierkę i krew, panie kapitanie! — odrzekł robociarz. — Pamiętam, jak mi ojciec to na pożegnanie powiedział. A przecież on — szczery socjalista, i jeżeli tak powiedział, znaczy to, że wielka była nasza męka. Niech więc zapłacę za nią Moskalom!
— Nie minie cię „Virtuti Militari“, już ja w tem! — rzekł, odchodząc, oficer.
W pół godziny później oddział rzucono do kontrataku.
W pierwszym szeregu obok kapitana biegł z wesołą miną Władek Sosnowski.
— Niech żyje socjalizm! — dochodziły okrzyki z rosyjskich szeregów.
— Pokażę ja wam socjalizm! — odkrzyknął Władek.
Wtem bolszewicy dali salwę. Kapitan zatoczył się i upadł na lewy bok. Żołnierze, widząc to, zachwiali się i zaczęli się cofać.
Moskale biegli naprzód, aby porwać rannego oficera, który z trudem dźwignął się i wydobył rewolwer.