Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wielkiego dzieła Polski, poskromią was, a imiona ich przekazane będą potomnym, jako imiona obrońców ludów i krzyża przed sługami szatana!
Długo trwało milczenie, aż tłum znowu zaryczał, zahuczał:
— Śmierć mu, śmierć!
Lecz kapłan nie słyszał tego wycia i okrzyków, ani mowy prokuratora, ani tego, że wzywano obrońcy i że nikt się nie zgłosił; nie słyszał też wyroku trybunału.
Stał znowu zapatrzony w dal nieznaną, bezgraniczną, jak wszechświat, widział znowu światła nadzwyczajne, radością przejmujące, kojące błyski i krzyżowanie się promieni świetlnych. Przez te promienie i kłębiące się wszędzie światła widział łagodne oczy stroskanego oblicza Matki Najświętszej w Ostrej Bramie, a uszy jego łowiły daleką, cudowną melodję, ciche śpiewy niebiańskie i zew rozkazujący, a łagodny, pełen umiłowania, który mu łzę wycisnął z oczu i rozświetlił twarz nadziemską radością.
Obudził się na chwilę, gdy mu kazano iść. Szedł, ale i teraz nic nie widział, nie słyszał i nie czuł, bo dusza jego odleciała na głos Boga, który ujrzał czyste, gorące i śmiałe serce swego wyznawcy i kapłana.