Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/195

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ognia! — rozległa się komenda na dziedzińcu trybunału rewolucyjnego.
Zagrzmiały strzały i kilku ludzi, stojących pod murem, bezwładnie osunęło się na ziemię. Wśród nich był wikary homelski, ksiądz Paweł Birnik.
Miał kulę w sercu, lecz twarz — pogodną i zachwyt w otwartych źrenicach.