Strona:F. Antoni Ossendowski - Najwyższy lot.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie! Zdrajcą jesteś, boś Litwin czy Białorusin, chłop, a przeciwko sowietom walczyłeś, zdrajco!
— My wszyscy z Litwy i Białej Rusi z Polską trzymali od wieków, nie z wami, kacapami! — odpowiedział żołnierz i zamaszyście splunął.
Po chwili dodał poważnie:
— Jest nas pięciu braci w wojsku. Nie ja, to tamci narżną was jeszcze jak baranów!
— Jak się nazywasz? — spytał go starszy z bolszewików.
Żołnierz tylko zaklął i zaczął patrzeć w okno chałupy.
Zwracając się do oficera bolszewik zapytał:
— Pewno szpiegiem byłeś, bo złapaliśmy ciebie w krzakach?
— Nie mogłem iść, bo dostałem kulą w plecy pod łopatkę. Widzicie? — odpowiedział i spojrzał na podłogę, gdzie zebrała się kałuża ciemnej krwi.
— A ty? — spytał żołnierza.
Ten spojrzał tylko na wrogów i odwrócił się z pogardą.
— Też ranny, — rzekł jeden z bolszewików. — Gdy szedł za koniem, widziałem, że krew mu chlustała z buta...
— Pies! Nie żałuje swojej i naszej krwi, wal-